Złota klatka

Złota klatka
Za zgodą autorki publikuję poniższy tekst.
„Żyję w złotej klatce. Nigdy wcześniej w taki sposób o tym nie myślałam, aż przeczytałam jak piszą w ten sposób osoby chore na stwardnienie rozsiane. Te osoby, które – pomimo wszystko – robią, co w ich mocy, by złagodzić objawy choroby, opóźnić jej skutki.
Złota klatka stworzona z zachowań mających za zadanie relaks, wyciszenie, stłamszenie stresów. Odpoczynek i relaks. Prawie non stop. Fajnie – można by pomyśleć. Fajnie to może byłoby, gdyby człowiek żył w ciepłym kraju, miał na koncie miliony dolarów i rzeczywiście nie musiał niczym się przejmować. A tu ? Tu trzeba żyć, pracować, zajmować się domem, rodziną… I jeszcze robić to w taki sposób, by nie odczuwać ciężaru obowiązków.
Sprzątam łazienkę. Siedzę na krzesełku i myję umywalkę. Wstaję i czyszczę lustro. Już jestem zmęczona. Ale jeszcze chwilka. Umyję kibelek. Jutro bidet i wanna. Przyjemności trzeba sobie dozować. Nie można się przemęczać, bo to grozi rzutem. A jeśli nie rzutem, to wystarczy jeden raz zmęczyć się przy sprzątaniu, by przez kolejne dwa dni nie czuć skóry na np. nogach. Co tam takiego – nie czuć skóry ? Niby nic, a jednak, gdy ktoś po takim niedoczuciu miewał takie rzuty, że przez kolejne dwa, trzy miesiące musiał na nowo uczyć się chodzić, to takie niedoczucie powoduje strach. Strach paraliżujący. Strach, którego też się boimy. Bo strach to jeden z najgorszych rodzajów stresu, który również doprowadzić może do rzutu. A rzut wiadomo… Więc może lepiej nic nie robić, położyć się i leżeć ? W złotej klatce ? Pewnie, gdyby nie te puste konto bankowe.
Dociera do mnie, że trzeba cos robić, że lekarze to nie za bardzo pomagają… leki, ok, tak leki. Sterydy. Panie doktorze, może jakaś dieta, może zmiana stylu życia ? Nie, to nic nie da. Żyj, tak jak żyłaś do tej pory. Ale ja nie wierzę. Przecież zdrowa dieta, zdrowe, prawidłowe nawyki, powinny pomóc. Przynajmniej nie zaszkodzą. A więc trzymam się. Już parę lat. A potem oglądam w telewizji program o anoreksji. Lekarz specjalista mówi, że anorektyczki poprzez swoje postępowanie z niejedzeniem zaspokajają swoją potrzebę kontroli nad czymś w swoim życiu. Bo nad innymi sprawami takiej kontroli nie mają. I uzmysławiam sobie, że podobnie jest ze mną. Mój zdrowy tryb życia jest dla mnie czymś, nad czym mam kontrolę. Bo nad chorobą nie mam. Chociaż nawet pod przysięgą zeznam z całą stanowczością – mi pomaga. Niech to będzie na psychikę, niech działa jak placebo… oby działało.
Złota klatka – kosztowna klatka. Lekarstwa kosztują. Rehabilitacja ( jeśli nie jest finansowana przez NFZ lub przez inne instytucje ) też kosztuje. Zdrowe produkty kosztują. Suplementacja – to chyba najdroższe szczebelki mojej klatki. Bo to i Żurawit i witaminy różne trzeba kupić. Na pęcherz, na jelita, na oczy. A ziółka trzeba pić. A jajeczka też nie trójeczki, tylko zerówki lub od zielononóżek. A ryby dla kwasów omega 3, a orzechy, nasiona, suszone owoce. A zdrowe oleje, oliwa z oliwek… A kozi serek… A światła więcej trzeba, żeby czytać książkę. A do różnych lekarzy trzeba pójść. Nie zawsze można czekać w kolejce i trzeba prywatnie.
Piękna, złota, kosztowna klatka. Żyj se ptaszku, staraj się odpoczywać, relaksować, nie przejmuj niczym. Nie przejmuj się tym, że inni i tak nie zrozumieją, dlaczego nie dasz rady ( ściemnia, jest leniwa, na pewno da radę, ale ma świetną wymówkę ). Eh, przyznaję, że czasem nawet mogę, ale mi się nie chce i mam wymówkę. Kto „bogatemu” zabroni ?
Nie dla ciebie ptaszku tańce, hulanki i swawola. Ty się musisz wysypiać. Ty nie możesz palić ani przebywać w zadymionych pomieszczeniach. Ty nie możesz pić alkoholu. Tańczyć i tak nie dasz rady, chyba że wolne przytulańce z osobą, której ufasz. Pojechałabyś se na wycieczkę do lasu ? W lesie nie ma toi toi, a ty potrzebujesz częściej niż przeciętny człowiek. A nie kucniesz pod drzewkiem, bo nie dasz rady. To może jakieś miasto zwiedź. Ale jak ? Pokonuję samodzielnie bez problemu góra 100 metrów. Potem to niech mnie wożą – jak królową – na wózku. A nie chcę wózka, więc wycieczka odpada. Odpada, odpada, odpada. Tyle odpada. Ale złota klatka pozostaje.
A ja bym chciała jeszcze raz pohulać, potańczyć całą noc, spocić się. Wypić tyle, by być lekko pijana, wesolutka, beztroska… Chciałabym znów poćwiczyć aerobik, jogging, pociągać ciężary. A nie tylko ta rehabilitacja. Chcę pojechać z mężem po zakupy, łazić z nim po sklepach, między półkami. Wybierać. Aha, nie nie. Ty zostań w domu. Poczytaj książkę, odpocznij, pooglądaj telewizję.
Ok. I tak nie dam rady”.

Kaśka dla devica.pl

Leave a comment